Moje motto pozostaje niezmienne: ZADOWOLENIE Z SIEBIE SAMEGO JEST POŁOWĄ NASZEGO SZCZĘŚCIA...

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Do siego roku!


KOCHANI!

NIECH TEN NOWY, NADCHODZĄCY BĘDZIE ZDROWSZY, SPOKOJNIEJSZY I RADOŚNIEJSZY NIŻ TEN, KTÓRY ODCHODZI...

PRZYJEMNEGO POWITANIA NOWEGO ROKU!
WSZYSTKIM SPEŁNIENIA ŻYCZEŃ I MARZEŃ!
 


 
Anna Strzelec
 
 

niedziela, 29 grudnia 2013

Pod koniec roku...



I znów pod prąd...

smak cierpkiej słodyczy?
Tak się zdarza...
niespełnienia
niedozobaczenia
niedoposłuchania
boli przestrasza...

Śnieg nie pokryje...

w kałużach słów
niech się rozpłynie
zgnije.


I... teraz -
kto
perłą
niepowstrzymaną łzą
uśmiechem
nową gwiazdą
wschodem słońca i zachodem
na piasku stopy śladem
w sercu burzą
ciepłym deszczem
fantazją mą imaginacją

Stanie się... nie stanie...



Anna Strzelec
/ Z przymrużeniem, pod koniec roku 2013 /


poniedziałek, 23 grudnia 2013

WESOŁYCH, POGODNYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA...

     

                         PRZYJACIOŁOM I DROGIM CZYTELNIKOM -

                 WIELU RADOŚCI POD CHOINKĄ, RODZINNEGO SZCZĘŚCIA, A WSZYSTKIM TYM, KTÓRZY SĄ SAMI - ŻYCZĘ, ABY NIGDY NIE CZULI SIĘ SAMOTNI, BO KAŻDY Z NAS MA SWOJĄ GWIAZDĘ, KTÓRA PROWADZI DO BETLEJEM...

 

 

 
DLA NAS WSZYSTKICH ŚPIEWA ELVIS PRESLEY -
 
"GDYBY KAŻDY DZIEŃ BYŁ TAK PIĘKNY JAK DZIEŃ BOŻEGO NARODZENIA..." 

                                        http://youtu.be/xLM73f3JRyo


                     MERRY CHRISTMAS EVERYONE KOCHANI!


Anna Strzelec

   

niedziela, 8 grudnia 2013

~ Jeszcze tylko trzy zachody... opowiadanie adwentowe









         Wracałam autobusem do domu. Przedwczoraj nasz samochód odmówił posłuszeństwa i mąż mój zostawił go w warsztacie. Obiecali zrobić do Świąt, zadzwonią, gdy będzie gotowy, ale jak dotąd z ich strony panowała cisza.
Tak więc podróżowaliśmy do centrum autobusami, każde do swojej pracy, a teraz bardzo wypełnionym ludźmi i ich przedświątecznymi zakupami wracałam na peryferie miasta, gdzie stał nasz dom, który wspólnymi siłami i kredytami zbudowaliśmy. Na szczęście, gdy wsiadałam było kilka wolnych miejsc, ale na następnych przystankach robiło się coraz tłoczniej, jak to w przedwieczornej miejskiej komunikacji bywa. W powietrzu unosił się zapach wilgoci parujących od deszczu kurtek, słychać było głośniejsze to znów cichsze strzępy rozmów młodzieży wracającej ze szkół i dorosłych z pracy. Naprzeciw mnie, obok starszego pana siedział może pięcioletni chłopczyk i prowadził bardzo aktualną i ważną w temacie rozmowę:

─ Dziadku, no to kto w końcu przynosi prezenty dzieciom? Mikołaj czy Gwiazdor?


Starszy pan uśmiechnął się. ─ Wydaje mi się, że jest tak: Mikołaj rozdaje dzieciom słodycze do skarpet, jeśli nie zapomną ich przed spaniem wywiesić, a Gwiazdor te większe rzeczy.

─ No to mam pecha. Zasmucony chłopiec oparł głowę na ramieniu dziadka.

─ Ależ czemu?

─ Bo ja wszystkie moje życzenia wysłałem do Mikołaja…

─ Sam pisałeś? Dziadek spojrzał na niego z zaciekawieniem, a do mnie mrugnął z nikłym, porozumiewawczym uśmiechem. Miał wygląd sympatycznego, starszego pana ze zbyt wcześnie posiwiałą czupryną.

Był wieczór, autobus trząsł, to znów hamował gwałtownie przed kolejnym przystankiem, a nam zrobiło się jakoś nastrojowo i przyjemnie.

─ Nie! To był list rysunkowy! Dziadziu, przecież nie umiem jeszcze pisać.

─ Bardzo elokwentnego ma pan wnuczka ─ powiedziałam uśmiechając się do obojga, a starszy pan kontynuował.

─ I wysłałeś go?

─ Nie, mama zabrała i obiecała, że idąc do pracy wrzuci po drodze do skrzynki. Ale znaczek nakleiłem prawdziwy, to będą widzieć, że to poważny list, prawda?! Co teraz będzie?

─ Nie martw się. (Lubiłam się wtrącać do dziecięcych rozmów.) Oni, to znaczy Mikołaj i Gwiazdor spotykają się, czytają razem wszystkie listy i uzgadniają między sobą, który z nich i któremu dziecku może lub powinien spełnić jego marzenie. W końcu to ich przyjemne zajęcie.

Chłopczyk spojrzał na dziadka pytająco: ─ Naprawdę?

─ Tak właśnie jest. Chodź, wstawaj, bo musimy zaraz wysiadać i poprawił wnukowi na głowie czapeczkę.

 

─ A pani też napisała list do Mikołaja? Chłopczyk patrzył na mnie badawczo.

Pomyślałam, że czas, gdy pisałam bożonarodzeniowe listy i chowałam je pod poduszkę, bo podobno stamtąd, podczas mojego snu, ten kolędujący Święty mógł sobie je jakimś cudem zabrać… ─ był dość odległy. A może powinnam znów uwierzyć, że tą drogą chociaż jedno z moich życzeń mogłoby zostać spełnione?

 

─ Nie miałam dotąd czasu, ale napiszę jeszcze dziś ─ obiecałam.

 

Mały uśmiechnął się na pożegnanie, a dziadek powiedział: ─ Może się jeszcze kiedyś spotkamy, wtedy opowie mi pani, czy się udało... Wesołych Świąt!

Podróżnych ubywało, a ja zamiast o życzeniach, które mogłabym podsunąć do spełnienia któremuś Gwiazdorowi, myślałam o przedświątecznych zakupach, które mam jeszcze do zrobienia i podarunkach. Jak zwykle: komu i co schować pod choinkę i czym sprawić przyjemność. Mimo woli zaczęłam łowić urywki rozmowy prowadzonej za mną. Początku nie słyszałam, ale od momentu, który przykuł moją uwagę.

 

 

Damski głos mówił: ─ Widzi pan, to jest tak. Mam ich troje, małe mieszkanie, a oni się mnie wczoraj pytali;  ─ Co z Wigilią? To znaczy mój syn się tak zapytał: co z Wigilią, mamo. Nie rozumiem, co z Wigilią? Mam ich zaprosić, gdy mieszkanie takie małe? Dwa lata temu wszystkie moje figury im do szopki oddałam. Kiedyś na komodzie całą szopkę ustawiałam. Szałas sami z mężem zmajstrowaliśmy, a w nim stała rodzina święta, pasterz, pastereczka, zwierząt tyle, i aniołowie klęczący. A w styczniu jeszcze trzech króli dostawiałam. Piękni byli. Ten ciemnoskóry król w złoto pomarańczowej szacie… Wnuki urosły, to już do mnie nie przychodzą. Czasu nie mają, bo tylko nauka i nauka, a potem komputer. A wie pan, ja już sobie kilka dni wcześniej pomyślałam, jakby to było gdybym została sobie sama w domu.

 

Męski głos zaprotestował: ─ Proszę pani, w Wigilię nikt nie powinien być sam!

 

Słyszałam, że kobieta roześmiała się. ─ Ależ ja nie będę sama. Jest mój kot i bardzo wiele wspomnień. Może nadszedł czas, aby je uporządkować?

Zaczęłam zastanawiać się w jakim wieku ona może być. Zięć, więc i córka, dorosłe dzieci…

─ Nie wiem, może zmienię jeszcze zdanie. Wie pan, w zeszłym roku byliśmy razem. Niby atmosfera miła, ale potem czułam się trochę jak przysłowiowe piąte koło u wozu, bo oni są wszyscy do pary. Kilka lat temu mąż odszedł ode mnie… Może mnie trochę i za to obwiniają?… Ach, przepraszam, po co ja to panu wszystko opowiadam… Wieczorami był problem, kto odwiezie mamę do domu, a wszyscy mają samochody… Kiedyś wzięłam taksówkę…

Szelest reklamówek i szuranie butami wskazywały na to że ludzie prowadzący za mną rozmowę zbierają się do wysiadania. Chociaż miałam na to wielką ochotę, nie wypadało mi się obejrzeć.

Mężczyzna powiedział: ─ Jeszcze trzy zachody słońca i zabłyśnie gwiazda betlejemska.

A potem trochę ciszej: ─ Proszę przyjść do nas na plebanię. Celebrujemy tam przecież wspólną kolację wigilijną. Nie tylko pani będzie naszym samotnym gościem.

Autobus ruszył. Do domu miałam jeszcze dwa przystanki. Pogoda wcale nie była przedświąteczna. Za oknem zaczął siąpić deszcz. Krople bębniły o szyby i spływały jak łzy po policzkach. Nagle przeszyła mnie myśl... Była niczym błyskawica nadchodzącej burzy i zrobiło mi się gorąco!

O rany, moja mama! Dlaczego jeszcze nie rozmawiałam z nią o Wigilii, o Świętach?!

Chyba przed dwoma tygodniami zapytała mnie, jakie mamy plany, a ja odpowiedziałam, że jeszcze nie wiem. I tyle. Cholera, jak mogłam!

Jeszcze tylko trzy zachody słońca, a ona pewnie czeka.

Ona i jej kot…

.....................................................

Opowiadanie pochodzi ze zbioru opowiadań i felietonów:

"Życie to nie karnawał" -  Anna Strzelec i Tomasz Ryczaj-Głogowski - wyd. www.e-bookowo.pl



Anna Strzelec

piątek, 6 grudnia 2013

Czekamy! :)

 

To znaczy - oni czekają, a ja sobie kawę popijam i piszę... czasem coś przegryzę.

Ciasteczka migdałowe z Lidla polecam - :)

Do miłego! 

 
Anna Strzelec
.............................
 

środa, 4 grudnia 2013

Kocham adwentowy czas...

 

    Czasu nie mam już na nic, dosłownie na nic, a tu tyle zaplanowane...

Zaczęło się stresująco, chociaż żadnego roku tak nie było!




Na początek wianek... chciałam taki zrobić, ale w sklepach nie ma lawendowych bombek! Są srebrne, złote, buraczane, czerwone, uff, lawendowych nie ma!
Kupiłam srebrne :) Choinka też będzie ubrana biało, srebrno... ale to już później...
Na dziś tyle, wrzucam parę słów na blog, bo wiem, że zaglądacie do mnie i jest to ogromnie miłe!
Wirtualna kawa dla wszystkich!

 
Anna Strzelec
......................

DYSTRYBUCJA:

Moje książki można zamawiać mailowo pod adresem:
strzelec-anna@wp.pl

oraz: www.e-bookowo.pl - wersje ebooka i papierowe.

Łączna liczba wyświetleń

Popularne posty

Popularne posty

Popularne posty