Moje motto pozostaje niezmienne: ZADOWOLENIE Z SIEBIE SAMEGO JEST POŁOWĄ NASZEGO SZCZĘŚCIA...

sobota, 4 czerwca 2016

KRÓTKIE PRZYPOMNIENIE!

KOCHANI CZYTELNICY :)

W ODPOWIEDZI NA WASZE CHATOWE PYTANIA... JEDNO SŁOWO: TAK!
DYSPONUJĘ TAKŻE MOIMI KSIĄŻKAMI, SĄ WZNOWIENIA, KTÓRE CZEKAJA NA WAS!
 U MNIE: Z AUTOGRAFEM I PŁYTKĄ CD - NIESPODZIANKĄ :)

ADRES MAILOWY: strzelec-anna@wp.pl





SERDECZNOŚCI PRZESYŁAM,

Anna Strzelec- Schutz

Witajcie w czerwcu! :)


Po zapowiedziach i plakatach, krótkie relacje dla moich Czytelników.


Prawie tydzień w podróży... przygód i wrażeń, z których powinien zostać napisany felieton, zamiast krótkiej tutaj notatki... ale nie omieszkam, bo brak właściwej informacji na dworcach PKP, mogła doprowadzić niejednego pasażera do wściekłości, a dzieci do płaczu...
Ale ad rem: Spotkanie autorskie w Konstancinie - Jeziornej przebiegło bardzo sympatyczne! Okolica jest przepiękna i bardzo żałowaliśmy, że czasu było tak niewiele. Tutaj serdeczne podziękowania dla AgnieszkiAgnieszka Podolecka, która dwoiła się i troiła, żebyśmy byli z Jerzym zadowoleni. Przybyli nam nowi miłośnicy naszych książek, którym zawsze chętnie je podpisujemy. Jerzy dzielił się ze słuchaczami swoją przebogatą wiedzą historyczną i na dużym ekranie obejrzeliśmy ponownie nasze wystąpienie w TV Republika dotyczące promocji Jego Muszkieterów. Na nasze spotkanie przybyła także kuzynka jednej z bohaterek - Muszkieterek, pani Christine Skarbek. Ponieważ mieszka na stałe w USA, historię swojej rodziny przedstawiła w języku angielskim. W zrozumieniu jej opowieści, spisanej i odczytanej z kilku kartek pomogła nam biegle tłumacząc Agnieszka Podolecka.
Następnie ja... rozgadałam się niesamowicie, o moich dwudziestu latach spędzonych na emigracji oraz inspiracjach do następnych książek i Jerzy stwierdził, że to był "mój" wieczór. 
Następnie ja... rozgadałam się niesamowicie, o moich dwudziestu latach spędzonych na emigracji oraz inspiracjach do następnych książek i Jerzy stwierdził, że to był "mój" wieczór. 
Wcale tak nie uważam, ale ogólnie było bardzo miło, a kto nie dotarł - to cóż... zawsze może nasze książeczki czytać.
A teraz kilka fotek dla Was!







sobota, 7 maja 2016

A w maju... oj, będzie się działo!



 


Witam serdecznie i majowo! 


Czy ktoś z moich czytelników odwiedził już LIBERTAS - miesięcznik ludzi wolnych?
Jeśli dotąd nie, to serdecznie zapraszam!
Dużo fajnego czytania... a także moje wywiady, opowiadania i felietony.
http://www.libertas.pl/
Opowiadanie pt. WIKTOR jest fragmentem mojej książki "Wiza do Nowego Jorku". W przyszłym miesiącu ukażą się następne.


http://www.libertas.pl/opowiadanie_wiktor.html

W dziale "Kultura" została też zamieszczona ostatnia rozmowa ze mną: 


O życiu na obczyźnie i nie tylko – rozmowa z Anną Strzelec-Schutz



Zapraszam do poczytania i życzę Wam przemiłego weekendu!


Anna Strzelec - Schutz
 autorka prozy i poezji
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



wtorek, 19 kwietnia 2016

A oto wywiad ze mną, a w nim... sama prawda i tylko prawda :)



Witaj Haniu!

Cieszę się, że jesteś i mamy okazję porozmawiać w Książka CAFÉ o Twoich ostatnich, literackich osiągnięciach, rzecz jasna przy dobrej kawie.

Anna Strzelec: Dzień dobry z wielką przyjemnością! Bardzo dziękuję za zaproszenie do blogosfery. Wiem, że Książka CAFÉ śledzi tytuły moich książek od początku ich powstawania i z przyjemnością czytam recenzje tam zamieszczone, nie tylko o moich książkach / uśmiech/

Książka CAFÉ:  Czytając Twoje książki, zastanawiam się, ile jest w nich beletrystyki, a ile Ciebie samej, stąd też moja chęć rozmowy z Tobą.

A.S. – Miło mi.  Debiut, książka „Tylko nie życz mi spełnienia marzeń” wydana w 2009 jest naprawdę autobiograficzna, jak i druga jej część. Od pewnego czasu, obie przeżywają swój renesans. Wyjechałam do Niemiec w 1988 roku, po dwudziestu latach wróciłam do kraju. A teraz okazuje się, że temat emigracji jest ciągle, a może jeszcze bardziej  aktualny. Niedawno ukazało się III wydanie „Drugiej pory życia czyli jak zabija się miłość”. Życie w obcym kraju wcale nie jest łatwe, jak się niektórym, szczególnie młodym ludziom wydaje. Bariera językowa, inne obyczaje, stosunek do Polaków, jako uciekinierów z własnego kraju… Niby miałam wszystko, ale nic nie było naprawdę moje, bo obce…

K.C. −  Czułaś potrzebę napisania o tamtych latach?

A.S. – Tak, to książki – przestrogi i chciałabym, żeby tak zostały przez czytelników traktowane. Nie kreuję się w nich na kobietę - bohaterkę, opuszczoną, bo komuś, kto przysięgał, że nie opuści mnie aż do śmierci - zmieniły się plany… Za drugim „podejściem do szczęścia”,rolę  żony - zakochanego w Polsce Niemca, zagrałam przyzwoicie lecz synowej byłego hitlerowca i macochy (już samo słowo jest paskudne) – było mi coraz trudniej.  Za to zwiedziłam kilka europejskich krajów, na co wcześniej, z pensji pedagoga nie mogłabym sobie pozwolić. / uśmiech / Egzystencji w Niemczech towarzyszyły jednak wydarzenia, o których dziś niechętnie myślę, a przelanie ich na komputerowy dysk przychodziło mi z wielką trudnością.

 K.C. – Wtedy się płacze?

A.S. – Tak, bo jest to przeniesienie w czasie. Z cytowaniem słów ludzi kochanych, choć niektórzy grali fałszywymi monetami… Jak w ruletce… postawisz  wszystko na zielone – wygra czarne.

K.C.  - Więc wróciłaś do kraju z postanowieniem zostania pisarką?

A.S. – Nie, po prostu napisałam i okazało się, że to jest dobre. Tak stwierdzono i nagrodzono jednogłośnym przyjęciem do Związku Literatów Polskich. Wyobrażasz sobie, bardzo mnie to ucieszyło, chociaż żadna statuetka nie stoi na półce, poza pamiątkami z podróży. /śmiech / Szczerze mówiąc, już w szkole nie miałam problemu z wypracowaniami „na temat”, bo urodziłam się w rodzinie pedagogiczno-polonistycznej. Na studiach pisałam pamiętniki i do dziś żałuję, że pochłonął je ogień w kaflowym piecu. Szkoda, bo ciekawy byłby powrót w lata sześćdziesiąte i odkrycie mojego spojrzenia na miłość. Już wtedy zaczęłam poetyzować…

K.C. – Czemu spaliłaś!?

 A.S. – Zakochałam się i miałam wyjść za mąż. Takie typowe myślenie panienki z dobrego domu, że wszystko co było wcześniej, wydawało się już mało ważne, bo zjawił się On, ten najważniejszy. Dopiero po latach życie utarło mi nosa… Z kilku zeszytów zapisanych drobnym pismem i paczki listów przewiązanych niebieską wstążeczką mogłaby powstać może jeszcze jedna, fajna książka?

K.C. – Albo zbiór opowiadań? Lubisz je pisać?

A.S. – Chyba wolę felietony z pointą i oczywiście wiersze.

K.C. – Wiem, bo w każdej Twojej powieści prozę, popiera poezja. Możesz opowiedzieć jak zaczęła powstawać Twoja słynna nowojorsko – prowansalska saga?

A.S. – Oj tam, oj tam, zaraz słynna. Muszę  jednak przyznać, że każdy mail od czytelników, lub recenzja literackiego eksperta – kulturoznawcy sprawia mi, jak każdemu autorowi wielką przyjemność.

K.C. – Ale jak to było? Po tych dwóch pierwszych, autobiograficznych książkach, skąd inspiracja, żeby pisać dalej i to o Nowym Jorku! / śmiejemy się obie /

K.C. – Czysty zbieg okoliczności! Zostałam zaproszona na ślub mojej chrześniaczki, doktorantki z wydziału ichtiologii nowojorskiego uniwersytetu, którego filia znajduje się w Stony Brook na Long Island. Jest ona córką mojej, od lat przyjaciółki, która jako matka „z urzędu” wybierała się do Stanów. Uznałam, że taka okazja drugi raz w życiu z pewnością mi się nie zdarzy i skorzystałam z zaproszenia. Pod koniec dwutygodniowego tam pobytu, stwierdziłam, że znów mam TEMAT. Jeszcze nie wiedziałam jaki powinien być konspekt mojej „Wizy”, ale zaczęłam zbierać materiały. O warunkach studiowania i życia polskich studentów w NY, o badaniach prowadzonych przez ichtiologów, o zagadnieniu rasizmu… rozmawiałam z młodymi ludźmi i nagrywałam treść naszych rozmów.

K.C. – A inne wątki? Miłość, przyjaźń, zdrada? Bohaterką Twojej „Wizy” jest pisarka Leonia… Ile jest Ciebie samej w Leonii? /A.S. uśmiecha się/

A.S. – Czeski pisarz Michal Viewegh, podczas jednego ze swoich spotkań autorskich odpowiedział, że „tylko pisarz jest w stanie powiedzieć,ile prawdy jest w jego pisaniu”. Czytelnicy potrafią być bardzo dociekliwi, pytając mnie o to samo, co Ty przed chwilą, więc szczerze odpowiadam: dużo, ale nie wszystko. Na kanwie własnych doświadczeń, stworzyłam postacie sympatyczne mojemu sercu oraz zamieściłam realne, ośmieszyłam, a tym samym usunęłam je z pamięci. Chciałabym, by niektóre z nich istniały naprawdę… A zresztą, kto wie, może żyją gdzieś w świecie?

K.C. – Skąd pomysł z odwiedzinami krewnych z zaświatów?

A.S. – Podobno tak się zdarza. Rozmawiałam z ludźmi, którzy podobne spotkania przeżyli.

K.C.  - To ile się już nazbierało? Tych kolorowych szkiełek Twojej twórczości Anno, bo przypomnijmy, że Anna Strzelec jest z wykształcenia także plastykiem twórcą pięknych witraży.

A.S. – Prawdziwy kalejdoskop. / uśmiech/ Gdy „Wiza do Nowego Jorku” została przyjęta z aplauzem przez moich czytelników, napisałam kolejne książki, opiewające historię tej polsko- francuskiej rodziny: „Okno z widokiem na Prowansję”, „Akwarele i lawendy” oraz „Marysia wnuczka Leonii”. Jak widzisz, saga stała się wielopokoleniowa. Bardzo lubię i podziwiam moich bohaterów. W międzyczasie piszę wiersze, które jak każda poezja, powstają pod wpływem przeżyć i przemyśleń. Zostały już wydane w kilku tomikach: „Miłość niejedno ma imię”,  „Cóż wiemy o miłości”, „Gdziekolwiek jesteś… dialogi liryczne” i „Jeszcze raz w podróż…”. Przed dwoma laty zafascynowała mnie proza Jerzego Rostkowskiego dotycząca wydarzeń II wojny światowej, a szczególnie jego ostatnia książka „Świat Muszkieterów – zapomnij albo zgiń”, dla której napisałam kilka wierszy opiewających bohaterstwo kobiet, członkiń tej podziemnej organizacji.

K.C – Jakie masz plany literackie, co nowego szykujesz… piszesz… planujesz?

A.S. – Przyznam szczerze, że chodzi mi po głowie temat nowej powieści do zrealizowania w bieżącym roku, ale nie chciałabym zapeszać. Z pewnością przygotuję zbiór wszystkich moich wierszy, pisanych od 1988 roku.

K.C. – Czy można gdzieś cię Anno spotkać, aby uzyskać tak cenne dla wielbicieli książki i autograf?

A.S. – Najbliższe moje spotkanie autorskie jest już zaplanowane w Konstancinie / W-wy, w dniu 19 maja. Przyjęłam zaproszenie pani Agnieszki Podoleckiej na spotkanie z czytelnikami w jej bibliotece. Tego samego dnia, o swojej twórczości będzie także opowiadać Jerzy Rostkowski. Poza tym, jak zwykle, podczas naszego pobytu w Warszawie, miłośnicy historii i „Muszkieterów” Jerzego Rostkowskiego  spotkają się w Coffee Karma przy Placu Zbawiciela. Zapraszamy!

https://www.facebook.com/coffeekarma.warszawa/?fref=ts

K.C. – I na koniec już, specjalnie dla Książka CAFÉ – jaką kawę lubisz najbardziej?

A.S.  – Dzień bez kawy, byłby dla mnie dniem straconym. / śmiech/ Piję jej naprawdę dużo i w różnych wariantach: cafe latte, (właśnie w Coffee Karma ), chętnie espresso, a najbardziej, przy pisaniu obok laptopa musi stać obowiązkowo duży kubek podwójnej Nescaffe, oczywiście białej, bez cukru.

K.C. – Dziękujemy za rozmowę.

Z pisarką prozy i poezji Anną Strzelec – Schutz  rozmawiała Elwira Izdebska 
z Książka CAFÉ http://ksiazkacafe.blog.onet.pl/






wtorek, 5 kwietnia 2016

Poświątecznie...


  Wszystkiego dobrego na wiosnę!!! 


A jeśli zostały Wam skorupki, wydmuszki albo będziecie gotować w najbliższym czasie jajka... to udostępniam deko, które dla mnie jest śliczne!
Może dla kogoś z Was też?


Serdecznie pozdrawiam i do napisania! 


Anna Strzelec
.........................................


czwartek, 10 marca 2016

Wielkanocnie?


Przyznać muszę, że pragnę tych świąt Wielkiej Nocy jak najprędzej... :)
Już niedługo, więc temat ten podtrzymam i edytuję fragment z mojej powieści;
"Akwarele i lawendy"
................................................................................





W Wielkanocny dzień do domu
przyszły białe bazie w gości,
by pisankom po kryjomu
kolorów zazdrościć.

Rozdział: Wielkanoc
Iwona chce zostać na święta w Polsce, a ja myślałam, że spędzimy je razem, bo i Jacques zaanonsował swój przyjazd. Nici z rodzinnej Wielkanocy, podobnej do naszego ubiegłorocznego Święta Dziękczynienia.Trudno. Może zaprosimy Jane z Frankiem? Patrycja zaproponowała mojej córce i wnuczkom przedłużenie pobytu i celebrowanie Wielkiej Nocy razem z nimi, po polsku. Malowanie pisanek, święcenie potraw, cały domowy rozgardiasz przy pieczeniu babek, mazurków i tym podobnych rozkoszy. Pewnie to i dobrze? Dla dziewczynek z pewnością będzie to przypomnienie i podtrzymanie naszej, dawnej tradycji.
─ Zrozum, takie wspomnienia pozostają na całe życie w pamięci ─ mówiła Patrycja, tłumacząc tym samym decyzję Iwony. Niby rozumiałam, ale i tak było mi przykro, gdy dzięki skypowym połączeniom rozmawiałam o tym z moją córką za oceanem. Po chwili zobaczyłam przed ekranem Marikę z Marysią, które na wyścigi zaczęły opowiadać mi, co ciekawego zdarzyło się w ostatnich dniach ich pobytu w Gdańsku. Moje wnuczki znów potrafiły pozytywnie wpłynąć na poprawę mojego nastroju.
─ Wszystko jest super! U taty też byłyśmy. ─ Marysia mówiąc to, zawiesiła głos, bo akurat tego wydarzenia do superowych zaliczyć nie mogła, ale po chwili kontynuowała relację.
─ Zaniosłyśmy mu świąteczną paczuszkę, a on się cieszył.
Jeśli inaczej nie może być, to tak trzeba znieść ─ dokończyła jak jakaś dorosła, rozumiejąca już zrządzenia losu na tym świecie.
─ Daj, teraz ja! Chcę też babci coś powiedzieć!
Marika odpychała starszą siostrę od komputera.
─ Byłam odwiedzić moje przedszkole, a ona swoją szkołę i musiałam opowiadać jak tutaj jest, co robimy, jakie są zajęcia, czy mi się podoba i czy zostaniemy w Ameryce na zawsze. Fajnie było!
A wiesz babciu, ja już zapomniałam, jak to jest i kiedy przychodzi jakiś zajączek?
─ A co on ma właściwie wspólnego z Wielkanocą? ─ włączyła się Marysia. ─ Pan Jezus zmartwychwstał, to co ma zając do szukania w pierwsze święto?
Sama też nie wiedziałam i zanim powstał dylemat: jak to było z tym zającem, przypomniała mi się anegdotka, którą kiedyś, gdy dziewczynki jeszcze były małe, słyszałam w radio.
─ Znacie takie powiedzenie: ktoś śpi jak zając pod miedzą? Co to znaczy?
─ Nooo, że bardzo lekko śpi i szybko się budzi ─ odpowiedziała starsza.
─ Zgoda. Na dodatek zając do snu nie zamyka oczu…
On był niedaleko i pierwszy zobaczył zmartwychwstałego Chrystusa!
Tę radosną nowinę pobiegł szybko zanieść do miasteczka, a ludzie upamiętnili to wydarzenie, obdarowując się teraz nawzajem słodkościami i jajkami.
─ Bo jajko to życie ─ dodała Marysia.
─ Babciu, to prawda z tym zającem?
─ Taka jest legenda, a w każdej legendzie jest odrobina prawdy.
Naszą konwersację przejęła Iwona, życząc wszystkim „zdrowych i wesołych świąt”, a gdy powiedziałam, że Jacques jutro przylatuje, zachmurzyła się trochę, mówiąc:
─ Szkoda, że się z nim nie zobaczę. Miałabym mu wiele do powiedzenia… Kilkanaście dni ciszy z jego strony w eterze… Chyba dużo pracuje, ale mam nadzieję, że stać go będzie chociaż na świąteczne życzenia?
Miała takie spojrzenie, które powinno mnie zastanowić, ale rozbawiona pogaduszką z dziewczynkami, zawołałam tylko:
─ Z pewnością! Wiesz, jak to jest z artystami. Odezwiemy się do was!
I pomachałyśmy sobie do ekranu, przesyłając papatki i buziaki.
Jeszcze kilka dni ─ myślałam. Wrócą szczęśliwie, wszystko się ułoży… i zajęłam się moim makowcem na półkruchym spodzie, pieczonym na blaszce, z dużą ilością pysznych bakalii, w których przewodziły kostki kandyzowanej pomarańczowej skórki, którą sama przyrządzałam oraz kruszynkami na wierzchu. Jeremi przepadał za moim makowcem i miałam nadzieję, że Jacquesowi również przypadnie nie tyle do gustu, co do podniebienia.

@Anna Strzelec
............................................................





w
K

DYSTRYBUCJA:

Moje książki można zamawiać mailowo pod adresem:
strzelec-anna@wp.pl

oraz: www.e-bookowo.pl - wersje ebooka i papierowe.

Łączna liczba wyświetleń

Popularne posty


Popularne posty

Popularne posty