Moje motto pozostaje niezmienne: ZADOWOLENIE Z SIEBIE SAMEGO JEST POŁOWĄ NASZEGO SZCZĘŚCIA...

wtorek, 19 kwietnia 2016

A oto wywiad ze mną, a w nim... sama prawda i tylko prawda :)



Witaj Haniu!

Cieszę się, że jesteś i mamy okazję porozmawiać w Książka CAFÉ o Twoich ostatnich, literackich osiągnięciach, rzecz jasna przy dobrej kawie.

Anna Strzelec: Dzień dobry z wielką przyjemnością! Bardzo dziękuję za zaproszenie do blogosfery. Wiem, że Książka CAFÉ śledzi tytuły moich książek od początku ich powstawania i z przyjemnością czytam recenzje tam zamieszczone, nie tylko o moich książkach / uśmiech/

Książka CAFÉ:  Czytając Twoje książki, zastanawiam się, ile jest w nich beletrystyki, a ile Ciebie samej, stąd też moja chęć rozmowy z Tobą.

A.S. – Miło mi.  Debiut, książka „Tylko nie życz mi spełnienia marzeń” wydana w 2009 jest naprawdę autobiograficzna, jak i druga jej część. Od pewnego czasu, obie przeżywają swój renesans. Wyjechałam do Niemiec w 1988 roku, po dwudziestu latach wróciłam do kraju. A teraz okazuje się, że temat emigracji jest ciągle, a może jeszcze bardziej  aktualny. Niedawno ukazało się III wydanie „Drugiej pory życia czyli jak zabija się miłość”. Życie w obcym kraju wcale nie jest łatwe, jak się niektórym, szczególnie młodym ludziom wydaje. Bariera językowa, inne obyczaje, stosunek do Polaków, jako uciekinierów z własnego kraju… Niby miałam wszystko, ale nic nie było naprawdę moje, bo obce…

K.C. −  Czułaś potrzebę napisania o tamtych latach?

A.S. – Tak, to książki – przestrogi i chciałabym, żeby tak zostały przez czytelników traktowane. Nie kreuję się w nich na kobietę - bohaterkę, opuszczoną, bo komuś, kto przysięgał, że nie opuści mnie aż do śmierci - zmieniły się plany… Za drugim „podejściem do szczęścia”,rolę  żony - zakochanego w Polsce Niemca, zagrałam przyzwoicie lecz synowej byłego hitlerowca i macochy (już samo słowo jest paskudne) – było mi coraz trudniej.  Za to zwiedziłam kilka europejskich krajów, na co wcześniej, z pensji pedagoga nie mogłabym sobie pozwolić. / uśmiech / Egzystencji w Niemczech towarzyszyły jednak wydarzenia, o których dziś niechętnie myślę, a przelanie ich na komputerowy dysk przychodziło mi z wielką trudnością.

 K.C. – Wtedy się płacze?

A.S. – Tak, bo jest to przeniesienie w czasie. Z cytowaniem słów ludzi kochanych, choć niektórzy grali fałszywymi monetami… Jak w ruletce… postawisz  wszystko na zielone – wygra czarne.

K.C.  - Więc wróciłaś do kraju z postanowieniem zostania pisarką?

A.S. – Nie, po prostu napisałam i okazało się, że to jest dobre. Tak stwierdzono i nagrodzono jednogłośnym przyjęciem do Związku Literatów Polskich. Wyobrażasz sobie, bardzo mnie to ucieszyło, chociaż żadna statuetka nie stoi na półce, poza pamiątkami z podróży. /śmiech / Szczerze mówiąc, już w szkole nie miałam problemu z wypracowaniami „na temat”, bo urodziłam się w rodzinie pedagogiczno-polonistycznej. Na studiach pisałam pamiętniki i do dziś żałuję, że pochłonął je ogień w kaflowym piecu. Szkoda, bo ciekawy byłby powrót w lata sześćdziesiąte i odkrycie mojego spojrzenia na miłość. Już wtedy zaczęłam poetyzować…

K.C. – Czemu spaliłaś!?

 A.S. – Zakochałam się i miałam wyjść za mąż. Takie typowe myślenie panienki z dobrego domu, że wszystko co było wcześniej, wydawało się już mało ważne, bo zjawił się On, ten najważniejszy. Dopiero po latach życie utarło mi nosa… Z kilku zeszytów zapisanych drobnym pismem i paczki listów przewiązanych niebieską wstążeczką mogłaby powstać może jeszcze jedna, fajna książka?

K.C. – Albo zbiór opowiadań? Lubisz je pisać?

A.S. – Chyba wolę felietony z pointą i oczywiście wiersze.

K.C. – Wiem, bo w każdej Twojej powieści prozę, popiera poezja. Możesz opowiedzieć jak zaczęła powstawać Twoja słynna nowojorsko – prowansalska saga?

A.S. – Oj tam, oj tam, zaraz słynna. Muszę  jednak przyznać, że każdy mail od czytelników, lub recenzja literackiego eksperta – kulturoznawcy sprawia mi, jak każdemu autorowi wielką przyjemność.

K.C. – Ale jak to było? Po tych dwóch pierwszych, autobiograficznych książkach, skąd inspiracja, żeby pisać dalej i to o Nowym Jorku! / śmiejemy się obie /

K.C. – Czysty zbieg okoliczności! Zostałam zaproszona na ślub mojej chrześniaczki, doktorantki z wydziału ichtiologii nowojorskiego uniwersytetu, którego filia znajduje się w Stony Brook na Long Island. Jest ona córką mojej, od lat przyjaciółki, która jako matka „z urzędu” wybierała się do Stanów. Uznałam, że taka okazja drugi raz w życiu z pewnością mi się nie zdarzy i skorzystałam z zaproszenia. Pod koniec dwutygodniowego tam pobytu, stwierdziłam, że znów mam TEMAT. Jeszcze nie wiedziałam jaki powinien być konspekt mojej „Wizy”, ale zaczęłam zbierać materiały. O warunkach studiowania i życia polskich studentów w NY, o badaniach prowadzonych przez ichtiologów, o zagadnieniu rasizmu… rozmawiałam z młodymi ludźmi i nagrywałam treść naszych rozmów.

K.C. – A inne wątki? Miłość, przyjaźń, zdrada? Bohaterką Twojej „Wizy” jest pisarka Leonia… Ile jest Ciebie samej w Leonii? /A.S. uśmiecha się/

A.S. – Czeski pisarz Michal Viewegh, podczas jednego ze swoich spotkań autorskich odpowiedział, że „tylko pisarz jest w stanie powiedzieć,ile prawdy jest w jego pisaniu”. Czytelnicy potrafią być bardzo dociekliwi, pytając mnie o to samo, co Ty przed chwilą, więc szczerze odpowiadam: dużo, ale nie wszystko. Na kanwie własnych doświadczeń, stworzyłam postacie sympatyczne mojemu sercu oraz zamieściłam realne, ośmieszyłam, a tym samym usunęłam je z pamięci. Chciałabym, by niektóre z nich istniały naprawdę… A zresztą, kto wie, może żyją gdzieś w świecie?

K.C. – Skąd pomysł z odwiedzinami krewnych z zaświatów?

A.S. – Podobno tak się zdarza. Rozmawiałam z ludźmi, którzy podobne spotkania przeżyli.

K.C.  - To ile się już nazbierało? Tych kolorowych szkiełek Twojej twórczości Anno, bo przypomnijmy, że Anna Strzelec jest z wykształcenia także plastykiem twórcą pięknych witraży.

A.S. – Prawdziwy kalejdoskop. / uśmiech/ Gdy „Wiza do Nowego Jorku” została przyjęta z aplauzem przez moich czytelników, napisałam kolejne książki, opiewające historię tej polsko- francuskiej rodziny: „Okno z widokiem na Prowansję”, „Akwarele i lawendy” oraz „Marysia wnuczka Leonii”. Jak widzisz, saga stała się wielopokoleniowa. Bardzo lubię i podziwiam moich bohaterów. W międzyczasie piszę wiersze, które jak każda poezja, powstają pod wpływem przeżyć i przemyśleń. Zostały już wydane w kilku tomikach: „Miłość niejedno ma imię”,  „Cóż wiemy o miłości”, „Gdziekolwiek jesteś… dialogi liryczne” i „Jeszcze raz w podróż…”. Przed dwoma laty zafascynowała mnie proza Jerzego Rostkowskiego dotycząca wydarzeń II wojny światowej, a szczególnie jego ostatnia książka „Świat Muszkieterów – zapomnij albo zgiń”, dla której napisałam kilka wierszy opiewających bohaterstwo kobiet, członkiń tej podziemnej organizacji.

K.C – Jakie masz plany literackie, co nowego szykujesz… piszesz… planujesz?

A.S. – Przyznam szczerze, że chodzi mi po głowie temat nowej powieści do zrealizowania w bieżącym roku, ale nie chciałabym zapeszać. Z pewnością przygotuję zbiór wszystkich moich wierszy, pisanych od 1988 roku.

K.C. – Czy można gdzieś cię Anno spotkać, aby uzyskać tak cenne dla wielbicieli książki i autograf?

A.S. – Najbliższe moje spotkanie autorskie jest już zaplanowane w Konstancinie / W-wy, w dniu 19 maja. Przyjęłam zaproszenie pani Agnieszki Podoleckiej na spotkanie z czytelnikami w jej bibliotece. Tego samego dnia, o swojej twórczości będzie także opowiadać Jerzy Rostkowski. Poza tym, jak zwykle, podczas naszego pobytu w Warszawie, miłośnicy historii i „Muszkieterów” Jerzego Rostkowskiego  spotkają się w Coffee Karma przy Placu Zbawiciela. Zapraszamy!

https://www.facebook.com/coffeekarma.warszawa/?fref=ts

K.C. – I na koniec już, specjalnie dla Książka CAFÉ – jaką kawę lubisz najbardziej?

A.S.  – Dzień bez kawy, byłby dla mnie dniem straconym. / śmiech/ Piję jej naprawdę dużo i w różnych wariantach: cafe latte, (właśnie w Coffee Karma ), chętnie espresso, a najbardziej, przy pisaniu obok laptopa musi stać obowiązkowo duży kubek podwójnej Nescaffe, oczywiście białej, bez cukru.

K.C. – Dziękujemy za rozmowę.

Z pisarką prozy i poezji Anną Strzelec – Schutz  rozmawiała Elwira Izdebska 
z Książka CAFÉ http://ksiazkacafe.blog.onet.pl/






4 komentarze:

  1. Jak mogłaŚ spalić pamietniki??! O nie...Może mimo to potrafisz obudzić wspomnienia zawarte na jego stronicach? Potrafisz,ja wiem. Ciekawy wywiad,bez lukrowania...Życzę Ci wspaniałych czytelników i interesujacego spotkania w maju. Na wiersze czekam niecierpliwie. Mają w sobie tyle uczucia,Są pełne mądrych spostrzeżeń życiowych ujętych w słowa ,miedzy którymi słychać muzykę,westchnienia miłosci,tęsknotę za .....Sama wiesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serdecznie Ci dziękuję! Czy potrafię cokolwiek odtworzyć z tamtych lat... może... ale wtedy, to już będzie zupełnie inna książka :)

      Usuń
  2. Oj jak dobrze, dwie Mileńkie wirtualne pokrewne dusze w jednym poście :-) Przytulam, ściskam za ramionka Hanię i Różyczkę i przepraszam, że tak rzadko, za rzadko komentuję, bo odwiedzam często.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prllegrinko miła! Dziękuję, a ja zawsze czekam na Ciebie, dziś pozdrawiam wiosennie!

      Usuń

DYSTRYBUCJA:

Moje książki można zamawiać mailowo pod adresem:
strzelec-anna@wp.pl

oraz: www.e-bookowo.pl - wersje ebooka i papierowe.

Łączna liczba wyświetleń

Popularne posty

Popularne posty

Popularne posty