Moje motto pozostaje niezmienne: ZADOWOLENIE Z SIEBIE SAMEGO JEST POŁOWĄ NASZEGO SZCZĘŚCIA...

piątek, 31 maja 2013

W ostatnim, majowym dniu... :)

 
 
Moja bajka...

Noszę przy sobie moją historię
jak podręcznik przerzucam kartki...
niczego się nie nauczyłam
a przecież powinnam wiedzieć,
że słońce oślepia -

W ciemności boję się dotykać banalnych wyrazów
mój kalendarz otwieram...
...
na której to stronie
zaznaczyłam pełnię ksieżyca?
Gdy...
z własnej i nieprzymuszonej woli
szyfrem, drobnymi literami
zapisałam naszą bajkę
teraz mogę Braillem ciebie czytać...
....
Burza nadchodzi -
Bóg się na mnie gniewa?
 
.........................................

Anna Strzelec

środa, 29 maja 2013

~~~~~~~





Niczym w teatrze
zza kulis
wychodzimy do siebie
już klaszczą
to Safona…

ironia jest potwierdzeniem…

Garderoby na prawo i lewo
maski już zdjęte…

Ile mam zmysłów?
...
wszystkimi czerpię

Na wyciągnięcie ręki jestem -
gra jeszcze nieskończona…
 
Razem?
 ...też nie sięgniemy nieba
       
Anna Strzelec
    

niedziela, 26 maja 2013

Tylko garść słów...

   
     



    Mojemu Ojcu...
 
Nie poznałeś mnie
a może byś i pokochał...
nie było nam dane
plany i marzenia
czas zabrał
córką i matką jestem...
w Twoim wiecznym śnie
od dawna...
...........................................
 
 






( Diagnoza, jakich wiele...)
bez dedykacji...

 Nie wstydź się swego życia
są chwile
te z pamięci nie umkną
ich obrazy tylko zbledną
Jak dawne pragnienia
sukienki spłowiałe
- listy pożółkłe...
...

Ikony fantazji i emocji
serwer połyka...
Enter!

W kredensie czeka twój kubek
w szafie - białe skarpetki...
niewinnie... rozczulające?...

Od zachodu deszcz nadchodzi
z nim rozgrzeszenie...

...................................................




        Zjawiłeś się...
w moim życiu
rzeczownik
jeszcze nie wiem jaki ma smak
fascynacja...
ciekawość
komu się to spodoba
wersy, podmiot liryczny...
to tylko wiersz
gdy spadają nieodkryte dotąd
...
nienazwane gwiazdy...
nie potrafię wspólzawodniczyć
z doskonałością...
stworzenia świata
              
                 ***

Nad ranem rodzą się wiersze
niczym jaskółki wiją gniazda z moich słów
już tylko zachwyt
nie zapalaj swiatła
nie płosz ich
proszę...


.............................................................

 
Z szalonego marzenia
i cykad szelestu,
poświaty księżyca
i rentgenu jego
co szczerością bolał …

Ze śladów na piasku mokrym
i Retsiny żywicznego smaku
Legenda kiedyś powstała ─
o nocy upalnej
...
i pewnej miłości...
.................................................


"Bawi" mnie moje życie...

Sekundy minuty dni
kwiat dotyk czekoladka
uśmiech
ty ja my
i...
koniec świata -
....
sekundy minuty dni
żart... czekoladka
....
nie wierz mi
nie będzie końca świata...
....
A jeśli uwierzę?
 
Maj 2013


Anna Strzelec


 

poniedziałek, 20 maja 2013

~~~~~~


                        
 
Nowy tomik wierszy w przygotowaniu -
~~ Gdziekolwiek jesteś... - dialogi liryczne ~~

 

 

            Jak to się stało,

 

z ciekawości czy smutku

 

zadziwiona włosy jego głaszcząc

impossible szeptała,

wtulając się 

nieoczekiwanie…

w przypuszczalne

Nie zaplanowane w żadnym kalendarzu

 

pod datą – Święto Niespodzianki

                  ***

Już napisane…

o zapachu… i cieple poduszki,

O kawie z fusami –

czy powróżyć trzeba?

 

A rano zrodził się strach,

Bo tak samo przecież się nie zdarza

I może tylko…

pocałunki jak groszki…

 

 

           Wierszem Twoim mnie przytul

Jedną strofą ucałuj

Fraszką do łez rozbaw

uśmiechniętym spojrzeniem odziana

Od liftingu słów pięknieję…

Piszę…

        ***

Zagraj ze mną…

Nie umiesz w pokera?

Że talia kart zdarta i stara…?

Jaki banał…

A jeśli full, lub kareta?

Od wieczoru do rana…

 
Jeszcze raz w podróż…
.........................


          
           Powiedz mi ─

jak przychodzi miłość?

Ukradkiem…

Przynosi coś?

Zapach smak dotyk wiersze

bicie serca, zachwycenie…

Odchodzi?

Czasem zostaje…

A jeśli?

Wtedy… noc tęsknotę rozwiesza

 jak granatową sukienkę

z plamami pobladłych od smutku -

gwiazd
.....................
Anna Strzelec

 


        

 

sobota, 18 maja 2013

Z cyklu: spotkania z czytelnikami...

 
 
Moje spotkanie z czytelnikami odbyło się w mile położonej, niedużej miejscowości, w woj.lubuskim - przepełnionej w bieżącym maju zapachem bzu i konwalii. W bibliotece mieszczącej się w nowoczesnym i obszernie zagospodarowanym wnętrzu, które służy nie tylko do typowego wypożyczania książek, lecz odbywają się tam również spotkania z interesującymi ludźmi w dziedzinie kultury i sztuki oraz pozalekcyjne zajęcia dla dzieci. 
Zapamiętam serdeczność, z jaką zostałam przyjęta i duże zainteresowanie moją twórczością, które to towarzyszyły rozmowom z przemiłymi członkiniami Dyskusyjnego Klubu Książki.
Przy kawie i domowym, pysznym cieście spędziłam najprzyjemniejsze, z moich dotychczasowych spotkań autorskich.
 
 
Podziękowania i serdeczne wyrazy uznania kieruję do pań: kierowniczki GBP - pani Jolanty Solińskiej, Małgorzaty Taraszewskiej i Doroty Gawrońskiej za przygotowanie spotkania z wyjątkową perfekcyjnością i oprawą plastyczną, a uczestnikom - słuchaczom za przybycie i zainteresowanie tematami, jakie poruszam w moich książkach.
Życzę również dalszych sukcesów w kreatywnej pracy w dziedzinie szerzenia kultury i sztuki w tej sympatycznej, krzeszyńskiej okolicy.

     Anna Strzelec

PS. Pamiątkowe fotki z naszego spotkania - już wkrótce.

........................................................................................ 


21.V. 2013 Otrzymałam i wklejam na potwierdzenie, że tak było fajnie, a fotorelacja szczególnie dla tych czytelników, z którymi nie spotykam się na facebooku. 


 
 


 
 
 




 
..........................................................

 


piątek, 17 maja 2013

Jeszcze raz Wiza do NY...

Recenzja, która uskrzydliła mnie...
                                                                            


·         W książce „Wiza do Nowego Jorku” nie tylko zawarte są historie związków i miłości: tych prawdziwych i pseudomiłości, toksycznych, bo internetowych, jak mówi autorka, a które nam kojarzą się ze związkami typowo partnerskimi. To także książka o wzajemnej miłości matki i córki, dwóch sióstr, a także o przyjaźni.
Jest o miłości, więc porusza sprawy zarówno radosne i szczęśliwe, jak problematyczne i smutne, pełne cierpienia, nieraz tragiczne.
A jednak nie te ostatnie decydują o stylu. Mimo zawartych w tekście bardzo zróżnicowanych ładunków emocjonalnych, jest to książka pogodna, napisana ‘lekkim i piórem’. Tekst odbiera się jak swobodnie wypowiadane głośno myśli, co niewątpliwie wpływa na pozyskanie czytelnika i jego uczucie bycia wtajemniczonym.
Konkretne miejsca, szczegółowo opisane wydarzenia, towarzyszące im nazwy i aktualne realia, a także dobór bogatych środków językowych, dają czytelnikowi wyobrażenie poczucia rzeczywistości. Tekst jest podzielony na krótkie rozdziały, co sprawia, że chociaż chciałoby się przeczytać książkę od razu, to jednak można sobie tekst dozować i zawieszać czytanie, gdy wymaga tego sytuacja.
Anna Strzelec zaciekawia czytelnika podróżniczym doświadczeniem, serwując mu ciekawe informacje, których darmo by szukać w przewodnikach. Kuszą potrawy, które pisarka niemal ‘na oczach’ czytelnika wyczarowuje i na szczęście zostawia go z przepisem do wypróbowania. Książka o miłości, czyli o życiu, o zgodzie na życie, o realizowaniu marzeń i własnych sposobach na szczęście. Jest pełna ciepła i liryzmu. Niewątpliwie mają na to wpływ wiersze autorki, wkomponowane w tekst tak umiejętnie i stosownie, że wywołują u czytelnika - lubiany powszechnie - stan pewnej tkliwości, nawet rozrzewnienia.
Charakterystyczny dla Anny Strzelec, czyli własny, niepowtarzalny styl, zawierający opisy pełne palety barw, porównań, uczuć i oryginalnych metafor (umiejętnie dozowanych), pozwalają czytać jej książkę obrazami, bo właśnie podczas czytania przesuwają się nam w myślach kolorowe obrazy, płynnie i spokojnie, jak dobrze zrobiony film. Momentami odnosi się wrażenie, że autorka bawi się tekstem, gdy potrafi umiejętnie przerwać wątek, by za chwilę przenieść czytelnika w inny opis wydarzeń, nie pozostawiając jednak niedomówień, a jedynie – dać możliwość własnej interpretacji. Czytelnik lubi podejmować myśl, przekaz, które – chociaż wydają się niedokończone – stają się dość łatwe do odgadnięcia. Wydaje się to celowym posunięciem autorki. „Wiza do Nowego Jorku” ma swój ‘happy end’, który jednocześnie – jak twierdzi sama autorka - jest zapowiedzią kolejnej książki, bo: „Najciekawsze jest to, co nastąpi po szczęśliwym zakończeniu.”


       Kulturoznawca
........................................................................

Opublikowałam za zgodą autorki recenzji, której za poświęcony czas mojej książce, serdecznie dziękuję.
                                                        
                                       Anna Strzelec



 

Post Scriptum...

Retro zdjęcia komunijnych uroczystości...
Przyznam, że oglądałam je z łezką i uśmiechem. Dodam, że są na nich bohaterowie moich książek oraz jedna osoba bardzo zaprzyjaźniona, a na "zbiorówce" - ja też. Za przysłanie fotek bardzo dziękuję! 
Może ktoś z czytelników się w tej grupie odnajdzie?
Pozdrawiam Was serdecznie.





czwartek, 2 maja 2013

Aby nie zatracić sensu tego dnia, czyli...

        "O szczęście niepojęte"...

  

   Treść poniższego postu zaczęłam układać przed kilkoma dniami, pełna emocji i z pewną dozą determinacji. Dziś dokończę, opublikuję, ponieważ jest istotny  i... z dużym prawdopodobieństwem - nie tylko dla mnie ważny. 

A kto uważa, że przesadzam, niech lepiej ręką machnie i nie komentuje.

                                  

                                              ***

       

Myślę, że nadszedł czas, by poruszyć temat, który wśród niektórych moich czytelników stanie się już w najbliższych dniach bardzo aktualny.

Tak się złożyło, że niedawno jedna z moich dobrych znajomych postanowiła otworzyć nieduże SPA - Beauty Serwis - kosmetyka estetyczna.

Ma ono na celu poprawić stan naszej, kobiecej urody; nastolatkom pomóc przetrwać czas, gdy pojawiają się pierwsze kłopotliwe zmiany na twarzach związane z okresem dorastania, a kobietom dojrzałym - dostępne środki kosmetyczne i urządzenia pozwolą małe zmarszczki zniwelować, a inne odstraszyć. Program jest bogaty w profesjonalne zabiegi dla pań, nawet i panów, oraz porady dotyczące pielęgnacji skóry całego ciała.

Nic nadzwyczajnego, prawda? Mamy już sporo w naszym kraju podobnych gabinetów, mniej lub bardziej ekskluzywnych, dzielnie dbających o naszą urodę. Więc dlaczego o tym piszę?

Czy dla reklamy wymienionego wyżej gabinetu? Otóż nie!

Przed pierwszymi, majowymi dniami, na progu gabinetu kosmetycznego mojej znajomej stanęła pewna klientka. Obok niej dziewczynka z buzią jak malina. Wiosen liczyła sobie właśnie dziewięć i za paręnaście dni ma uczestniczyć w uroczystości przyjęcia I Komunii św.   

Mama dziewczynki przyszła, by "zaklepać", jak się wyraziła termin w gabinecie kosmetycznym na: maseczkę upiększającą, makijaż oraz manicure...

 

Nie, dla siebie, lecz dla córki - komunikantki!!!

 

- Bo wie pani,- ona ma taką jasną karnację skóry, więc może najpierw trochę lampy ( kobieta miała na myśli solarium), a potem może hennę na rzęsy i brewki. A na makijaż, to chyba wcześnie rano przyjdziemy, przed kościołem, bo to taki nadzwyczajny dzień!

 

Tak się składa, że córeczka mojej przyjaciółki, właścicielki nowootwartego gabinetu, o którym piszę, też w nadchodzącym miesiącu przystępuje do sakramentu I Komunii św... a my, słysząc te słowa niedoszłej klientki - zaniemówiłyśmy! Najpierw ona i jej współpracownica, a potem ja... Postanowiłam zaraz coś na ten temat na blogu napisać, a teraz boję się, że zabraknie mi argumentów, bo WY, mamusie, paniusie wiecie przecież lepiej! Córcia ma wyglądać jak mała księżniczka, jedna piękniejsza od drugiej, sukienka ma być powłóczysta i szumieć falbankami... włosy w loki ufryzowane, rzęsy mascarą przedłużone, paznokietki lakierowane... Co ja ostatnio jeszcze czytałam... odstające uszki dziecka mogą być też szybko korygowane...

 

Dla kogo to wszystko? A cóż to za dzień nadzwyczajny, że się aż tak wystroić trzeba?

 
 

"Pan Jezus już się zbliża, już puka do mych drzwi,

                               pobiegnę Go przywitać, z radości serce drży.

O szczęście niepojęte, Bóg sam odwiedza mnie,

   o Jezu, wspomóż łaską, bym godnie przyjął Cię"...

 

On jest sensem tego dnia!

 

Nie falbanki, koronki, makijaże i przyjęcia dla wielu gości... Prześciganie się w pomysłach na prezenty... Dlaczego ma być prezent aż tak wymyślny, i jak mówiła moja babcia "przefigurowany"? Nie rozumiem, skąd wzięły się te wyścigi z pytaniami: ile kasy i co dostałeś, w którym biorą udział następnego dnia pokomunijne dzieci?

Katolicki ( i nie tylko przecież) zwyczaj przyjęcia Jezusa do serca, misterium białego opłatka i Przemienienia Pańskiego zamienił się w publiczny spektakl.

Wierzę, że jeszcze nie we wszystkich rodzinach i gdy będziemy o tym więcej rozmawiać, pisać, tłumaczyć, może niektórym rodzicom uda się odnaleźć głęboki sens rodzinnego wydarzenia ?  

 

Pisząc ten post, przypomniałam sobie moją "białą niedzielę"... a pieśń, z którą dawno temu podchodziliśmy do ołtarza - była ta sama! Miałam na sobie białą, skromną sukienkę o długości za kolana z cienkiego materiału nazywanego wtedy żorżetą, a przód dekorowany był drobnym plisowaniem, które bardzo mi się podobało. Zamiast świecy, dziewczynki niosły białe ( sztuczne ) lilie, a chłopcy - świece. Jedynym "szczytem elegancji" były wtedy włosy, nawinięte pracowicie przez moją mamę poprzedniego wieczoru na papierowe papiloty, by je następnego ranka rozwinąć w tzw. "korkociągi". I jeszcze wianuszek z zielonej mirty, który by nie zwiędnąć przeleżał całą noc na głębokim talerzu we wodzie. Mama założyła mi na głowę, a chrzestna matka, będąca modystką wpięła jakieś białe kwiatuszki. Podobno po niej odziedziczyłam manualne zdolności.

Po kościele przyszedł czas na prezenty... nie zajechał przed dom kład, ani nie wniesiono komputera... Dostałam mały zegarek na rękę i 200 zł, które mi mama wpłaciła na tzw. książeczkę oszczędnościową PKO. Dokładnie przypominam sobie, że wcale prezentów nie oczekiwałam, bo dużo ważniejsi byli dla mnie goście w ilości siedmiu osób z najbliższej rodziny, którzy mnie obcałowując życzyli, abym była zawsze tak szczęśliwa, jak w tym dniu.

Byłam. Jeszcze nie wiedziałam, co mnie w życiu czeka... Serduszko też czyste miałam... i bardzo smakowało mi ciasto, które mama z babcią upiekły, a szczególnie dwa torty: cytrynowy i czekoladowo- migdałowy. Obie były zresztą mistrzyniami domowych wypieków.

Niestety, nie zachowało się zdjęcie z tamtego dnia...

Ale tradycja w mojej rodzinie dotycząca skromnego świętowania Dnia I Komunii - jest dalej kultywowana i mam nadzieję, że żadne medialne trendy mody jej nie zmienią.

 

Dla moich wnucząt, przed kilkoma laty napisałam wiersz, który dodaję z życzeniami, dziś dla Mam, które może na mój blog zaglądną:

zatrzymajcie się choć na chwilę refleksji, by w całym zabieganiu i przygotowaniach komunijnych - nie zatracić sensu i istoty tego Dnia!

   

Białe niedziele

 Idą - wolnymi krokami,

bielusieńcy - jakby już do nieba wybrani

z oczekiwania i radości

skrzydełka im prawie rosną

któreś pomacha rączką -

mamo, tato -  tutaj jestem...

A potem - Twoją łaską rozjaśnieni

odchodzą w nasz świat medialny,

dorosły...

Ochroń ich i  zachowaj -

                          sobie i nam Panie ! (  Dla Natalii i Michała, maj ‘09 )






 
      
            Anna Strzelec
                                                              
................................................................................................

DYSTRYBUCJA:

Moje książki można zamawiać mailowo pod adresem:
strzelec-anna@wp.pl

oraz: www.e-bookowo.pl - wersje ebooka i papierowe.

Łączna liczba wyświetleń

Popularne posty

Popularne posty

Popularne posty