Moje motto pozostaje niezmienne: ZADOWOLENIE Z SIEBIE SAMEGO JEST POŁOWĄ NASZEGO SZCZĘŚCIA...

środa, 27 listopada 2013

Ze spotkania autorskiego - wspomnień garść...


 Na spotkania autorskie pisarz jest zapraszany. Mnie też wybrano, zaproszono i skorzystałam z przyjemnością. Czasem czytamy, że na podobne i inne ważne okoliczności idzie się z przysłowiową „ duszą na ramieniu”. Nie wiem, czy moja tam siedziała, bo pogoda była słoneczna choć nieco wietrzna, ale z pewnością podśpiewywała, słyszałam to wyraźnie.

Spotkanie z czytelnikami miało odbyć się w jednym z pomieszczeń Uniwersytetu III wieku, gdzie co tydzień spotyka się, tzw. grupa literacka. Na zajęciach prowadzonych przez panią dr K.- notabene krytyka literackiego omawiane są nowości w literaturze polskiej, a ostatnio wydanych głównie w regionie, w którym obecnie mieszkam, bo sporo takowych w minionym roku się już ukazało.

Moje autorskie odwiedziny zapowiadały się na tyle korzystnie, że zebrani słuchacze znali już treść mojej ostatniej książki – Wiza do Nowego Jorku. Egzemplarze zostały im udostępnione z depozytu Oddziału ZLP i było to ogromnie sympatyczne, coś w rodzaju omawiania uprzednio zadanej lektury. Ale… nie zupełnie tak, bo to oni mnie odpytali, a niektórzy, nawet z notatkami na stole byli wprost rewelacyjnie przygotowani! 

Już od wejścia otoczyła mnie przyjazna atmosfera, wśród której dwadzieścia trzy starsze panie i dwóch w podobnym wieku panów przyglądało mi się z zainteresowaniem. ( Moja dobra znajoma, gdy jej o tym spotkaniu opowiadałam spytała mnie czy nie miałam tremy tak na forum rozmawiać i w ogóle. Przypomniałam jej czas, gdy byłam jeszcze nauczycielką, a moim forum było dwadzieścia osiem par wpatrzonych we mnie oczu, a bywali także i ich rodzice.)

I tak się złożyło, że pierwsze pytanie zostało mi postawione przez panią, która była emerytowaną polonistką, a jej mąż artystą plastykiem. Dotyczyło mojego fachu, który zamieniłam na pisanie książek. Pani D. czytając moją Wizę odniosła wrażenie, że plastyczne uzdolnienia przemycam do literatury: począwszy od okładki, którą sama zaprojektowałam, poprzez różne formy literackie, jakie stosuję w całej treści książki… Spróbowałam wyjaśnić jak to się dzieje i przyznaję, że zrobiłam to z przyjemnością, bo przecież tak zupełnie od sztuki się nie oddaliłam. W minionych latach, podczas mojego pobytu w Niemczech powstało kilkanaście większych i mniejszych moich Tiffany i rozmowa zeszła nam na technikę wykonywania szklanych obrazów i zawieszek, a także na moje pierwsze dwie książki, w których ten „niemiecki czas” jest zawarty. Pod koniec sympatycznej dyskusji pani D. nazwała moją Wizę do Nowego Jorku nowatorskim gatunkiem literackiego kolażu. Przyznam, że bardzo mi się to określenie spodobało. Dlaczego literacki kolaż? Wynikało to też z opisu, który umieściłam na odwrocie okładki mojej książki:

Wiza do Nowego Jorku zawiera historie związków i miłości – tych prawdziwych i toksycznych, realnych i internetowych. Opowiada o podróżach moich bohaterów, rozstaniach i przesłaniach z zaświatów, o namiętności, przestępstwach, zdradzie i niewyczerpanej nadziei. Prawdziwe wydarzenia splata literacka fikcja, moja poezja i szczypta metafizyki.

I taki kolaż z mojego życia wzięty, od pewnego poniedziałku nazywa się nowatorskim gatunkiem – literackim kolażem J

Pan J., który następnie zabrał głos zacytował z mojej Wizy kilka zdań dotyczących erotycznych przeżyć jej bohaterów, więc ja też je zamieszczę:

~ Noce z nią przypominały zanurzenie w cieplej wodzie, która rozpływała się po całym ciele. Jej drobne stopy gładziły jego pośladki i cieszył się, że odczuwa ich zbliżenia podobnie jak on. Tak przynajmniej mówiła, że z nim jest wspaniale. Wierzył, że kiedyś przestanie jej przeszkadzać i to, że na końcu każdego miłosnego aktu Wiktor rzuca głowa jak źrebak.~

Po zacytowaniu fragmentu, mój czytelnik pokręcił sceptycznie głową, stwierdzając, że nie wie, czy to tak w życiu naprawdę może być. Tu zacytował dwa wersy z pewnego rozdziału, a potem dodał: - "i ta scena na plaży i po burzy… czy tak się ludziom zdarza, jak w moim wierszu":

~ gdy w ramionach twoich się obudzę

   stanie się nam kremowo – biszkoptowo – słodko ~

Znów nastąpiło pełne niedowierzania kręcenie głową pana J.

Przyznam sama, trochę tu infantylnie przesłodziłam, ale jeśli moja bohaterka tak chciała mieć... byłam bezradna :)

Jeszcze, gwoli mojemu wyjaśnieniu: scena na plaży, str.102 jest pięknym spełnieniem rodzącego się uczucia między Jeremim i Leonią.) 

Poza tym panu J. treść książki podobała się, a najbardziej moje krótkie relacje dotyczące zwiedzania NY, szczególnie z Ellis Island, bo dotąd nie wiedział, że istnieje tam coś takiego jak Ściana Honoru, gdzie imigranci umieszczali swoje nazwiska.

Odpowiadając, musiałam obronić moje erotyczne, książkowe sceny, zapewniając, że uczucie nawet w wieku dojrzałym może być intensywnie odczuwane, podobnie jak to zdarzyło się Wiktorowi, a później Leonii i Jeremiemu.

A gdy już mowa o Wiktorze, kilka pań oburzonych na jego postępowanie i niewierność zauważyło, że Leonia bardzo słusznie postąpiła opuszczając drania i zabierając mu przywiezioną z Polski krakowską kiełbasę oraz słoiczki powideł! Pytały też, czy przepis na powidła śliwkowe z dodatkiem amaretto, to mój własny, bo zapisały go już sobie, a pod koniec spotkania padło odwieczne pytanie, które słyszy chyba każdy lub prawie każdy autor: ile jest prawdy w moim pisaniu?

Czy miałam siostrę bliźniaczkę, dlaczego książka nie zawiera kolorowych zdjęć z Nowego Jorku i czy ten wspaniały Jeremi istnieje naprawdę, no i co z nimi dalej będzie?

Na tyle, na ile mogłam, zdradziłam mój warsztat pisarski… Wierzcie mi drodzy czytelnicy, to było przemiłe spotkanie i wszystkim uczestnikom serdecznie za nie podziękowałam.

Następnego popołudnia w WiMBP im. Zbigniewa Herberta ( jak plakat na moim wcześniejszym zaproszeniu głosił) odbyło się następne spotkanie, istny fajerwerk literacki! Sześciu autorów i moja damska osoba, tematyka popełnionych dzieł różnista: od tomików poezji i satyry, przez beletrystykę do obszernego dzieła historycznego liczącego ok.600 stron napisanego przez najstarszego z naszego grona autora. I znów zainteresowanie słuchaczy i czytelników ogromne, niektórzy z przyjemnością zabrali nasze książki do domu.

Myślę teraz nad zdaniem podsumowującym moje dwa ostatnie, autorskie dni…

 Zadowolenie z siebie samego jest połową szczęścia? No właśnie – z siebie, i pozytywnych reakcji moich czytelników. Bardzo Wam za nie dziękuję.
Anna Strzelec

PS. To moja chwila wspomnień, zanim ukazała się kontynuacja Wizy do Nowego Jorku, czyli ~ Okno z widokiem na Prowansję ~.

 



Zainteresowanych zapraszam:

www.e-bookowo.pl 

Jeszcze jest kilka egzemplarzy wydania papierowego!!!

Na wznowienie trzeba będzie trochę poczekać... :(

.......................................................................................
 

                                                             

7 komentarzy:

  1. Przeczytałam z prawdziwą przyjemnością Twoją relację:) Gratuluję udanego spotkania autorskiego:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dziękuję Olu :) Innym autorom mogę życzyć podobnej atmosfery spotkania, a szczególnie młodym debiutantom :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo! Jakże miło mi znać tak do-cenioną Autorkę! to chyba najmilsze, co może Pisarza spotkać - zainteresowanie, dyskusja, wyrazy sympatii......A Pan J. niech już tak nie kiwa głową.... wszystko w takim razie jeszcze przed Nim!!!!! Przepiękne sceny dojrzałej miłości to jeden z najcenniejszych filarów Wizy i jej dalszych częsci....Pozdrawiam - dojrzała ...Ewa

    OdpowiedzUsuń
  4. Chodzę na spotkania autorskie, zwłaszcza lokalnych twórców i zawsze sprawia mi to przyjemność. Miło mi wiedzieć, że druga strona też to lubi. Miło mi też widzieć że u Ciebie Haniu także ciepło i serdecznie, listopadową porą

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki Pellegrino! Cieszę się, że jesteś!
    Serdeczności wiele! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie bylam na takim spotkaniu...
    Serdecznosci
    judyta

    OdpowiedzUsuń
  7. Judytko! Odwiedzasz za to mnie tutaj często... Nasze spotkania wiele dla mnie znaczą... a reszta, to już siła wyobraźni, jeśli na razie inaczej być nie może...
    Bardzo ciepło pozdrawiam
    Hania

    OdpowiedzUsuń

DYSTRYBUCJA:

Moje książki można zamawiać mailowo pod adresem:
strzelec-anna@wp.pl

oraz: www.e-bookowo.pl - wersje ebooka i papierowe.

Łączna liczba wyświetleń

Popularne posty

Popularne posty

Popularne posty