Moje motto pozostaje niezmienne: ZADOWOLENIE Z SIEBIE SAMEGO JEST POŁOWĄ NASZEGO SZCZĘŚCIA...

środa, 19 grudnia 2012

Anna Strzelec ~ Jeszcze trzy zachody słońca...

 

Opowiadanie

 

Wracałam autobusem do domu. Przedwczoraj nasz samochód odmówił posłuszeństwa i mój mąż zostawił go w warsztacie. Obiecali zrobić do Świąt, zadzwonią, gdy będzie gotowy, ale jak dotąd z ich strony panowała cisza. Tak więc podróżowaliśmy do centrum autobusami, każde do swojej pracy, a teraz bardzo wypełnionym ludźmi i ich przedświątecznymi zakupami wracałam na peryferie miasta, gdzie stał nasz dom, który wspólnymi siłami i kredytami zbudowaliśmy. Na szczęście, gdy wsiadałam było kilka wolnych miejsc, ale na następnych przystankach robiło się coraz tłoczniej, jak to w przedwieczornej miejskiej komunikacji bywa. W powietrzu unosił się zapach wilgoci parujących od deszczu kurtek i słychać było głośniejsze to znów cichsze strzępy rozmów młodzieży wracającej ze szkół i dorosłych z pracy. Naprzeciw mnie, obok starszego pana siedział może pięcioletni chłopczyk i prowadził bardzo aktualną i ważną w temacie rozmowę:

─ Dziadku, no to kto w końcu przynosi prezenty dzieciom? Mikołaj czy Gwiazdor? Starszy pan uśmiechnął się.

─ Wydaje mi się, że jest tak: Mikołaj rozdaje dzieciom słodycze do skarpet, jeśli nie zapomną ich przed spaniem wywiesić, a Gwiazdor większe rzeczy.

─ No to mam pecha. Zasmucony chłopiec oparł głowę na ramieniu dziadka.

─ Ależ czemu?

─ Bo ja wszystkie moje życzenia wysłałem do Mikołaja…

─ Sam pisałeś? Dziadek spojrzał na niego z zaciekawieniem, a do mnie mrugnął porozumiewawczo i z uśmiechem. Miał wygląd sympatycznego, starszego pana ze zbyt wcześnie posiwiałą czupryną. Był wieczór, autobus trząsł, to znów hamował gwałtownie przed kolejnym przystankiem, a nam zrobiło się jakoś nastrojowo i przyjemnie.

─ Nie, to był list rysunkowy! Dziadziu, przecież nie umiem jeszcze pisać.

─ Bardzo elokwentnego ma pan wnuczka ─ powiedziałam uśmiechając się do obojga, a starszy pan kontynuował.

─ I wysłałeś go?

─ Nie, mama zabrała i obiecała, że idąc do pracy wrzuci po drodze do skrzynki. Ale znaczek nakleiłem prawdziwy, to będą widzieć, że to poważny list, prawda?! Co teraz będzie?

─ Nie martw się. ( Lubiłam się wtrącać do dziecięcych rozmów.) Oni, to znaczy Mikołaj i Gwiazdor spotykają się, czytają razem wszystkie listy i uzgadniają między sobą, który z nich i któremu dziecku może lub powinien spełnić jego marzenie. W końcu to ich przyjemne zajęcie.

Chłopczyk spojrzał na dziadka pytająco: ─ Naprawdę?

─ Tak właśnie jest. Chodź, wstawaj, bo musimy zaraz wysiadać i poprawił wnukowi na głowie czapeczkę.

─ A pani też napisała list do Mikołaja? Chłopczyk patrzył na mnie badawczo.

Pomyślałam, że czas, gdy pisałam bożonarodzeniowe listy i chowałam je pod poduszkę , bo podobno stamtąd, podczas mojego snu ten kolędujący Święty mógł sobie je jakimś cudem zabrać… był dość odległy. A może powinnam znów uwierzyć, że tą drogą chociaż jedno moje życzenie mogłoby zostać spełnione?

─ Nie miałam dotąd czasu, ale napiszę jeszcze dziś ─ obiecałam. Mały uśmiechnął się na pożegnanie, a dziadek powiedział:

─ Może się jeszcze kiedyś spotkamy, wtedy opowie mi pani czy się udało... Wesołych Świąt!

Podróżnych ubywało, a ja zamiast o życzeniach, które mogłabym podsunąć do spełnienia któremuś Gwiazdorowi, myślałam o przedświątecznych zakupach, które mam jeszcze do zrobienia i podarunkach. Jak zwykle: komu i co schować pod choinkę i czym sprawić przyjemność.

Mimo woli zaczęłam łowić urywki rozmowy prowadzonej za mną. Początku nie słyszałam, ale od momentu, który przykuł moją uwagę. Damski głos mówił: ─ Widzi pan, to jest tak. Mam ich troje, małe mieszkanie, a oni się mnie wczoraj pytali; co z Wigilią? To znaczy mój zięć się tak zapytał: co z Wigilią, mamo. Nie rozumiem, co z Wigilią? Mam ich zaprosić? Dwa lata temu wszystkie moje figury im do szopki oddałam. Kiedyś na komodzie całą szopkę ustawiałam. Szałas sami z mężem zmajstrowaliśmy, a w nim stała rodzina święta, pasterz, pastereczka, zwierząt tyle, i aniołowie klęczący. A w styczniu trzech króli dostawiałam. Piękni byli. Ten ciemnoskóry król w złoto pomarańczowej szacie… Wnuki urosły, to już do mnie nie przychodzą. Czasu nie mają, bo tylko nauka i nauka, a potem komputer. A wie pan, ja już sobie kilka dni wcześniej pomyślałam, jakby to było gdybym została sobie sama w domu.

 

Męski głos zaprotestował: ─ Proszę pani, w Wigilię nikt nie powinien być sam!

Słyszałam, że kobieta roześmiała się.

─ Ależ ja nie będę sama. Jest mój kot i bardzo wiele wspomnień. Może nadszedł czas, aby je uporządkować?

Zaczęłam zastanawiać się w jakim wieku ona może być. Zięć, więc i córka, dorosłe dzieci… ─ Nie wiem, może zmienię jeszcze zdanie. Wie pan, w zeszłym roku byliśmy razem. Niby atmosfera miła, ale potem czułam się trochę jak przysłowiowe piąte koło u wozu, bo oni są wszyscy do pary. Kilka lat temu mąż odszedł ode mnie… Może mnie trochę i za to winią?… Ach, przepraszam, po co ja to panu wszystko opowiadam… Wieczorami był problem, kto odwiezie mamę do domu, a wszyscy mają samochody… Kiedyś wzięłam taksówkę…

Szelest reklamówek i szuranie butami wskazywały na to, że ludzie prowadzący za mną rozmowę zbierają się do wysiadania . Chociaż miałam na to wielką ochotę, nie wypadało mi się obejrzeć.

Mężczyzna powiedział: ─ Jeszcze trzy zachody słońca i zabłyśnie gwiazda betlejemska. A potem trochę ciszej: ─ Proszę przyjść do nas na plebanię. Celebrujemy tam przecież wspólną kolację wigilijną. Nie tylko pani będzie naszym samotnym gościem.

Autobus ruszył. Do domu miałam jeszcze dwa przystanki. Pogoda wcale nie była przedświąteczna. Za oknem zaczął siąpić deszcz. Krople bębniły o szyby i spływały jak łzy po policzkach. Nagle przeszyła mnie myśl... Była niczym błyskawica nadchodzącej burzy i zrobiło mi się gorąco!     O rany, moja mama! Dlaczego jeszcze nie rozmawiałam z nią o Wigilii, o Świętach?! Chyba przed dwoma tygodniami zapytała mnie, jakie mamy plany, a ja odpowiedziałam, że jeszcze nie wiem. I tyle. Jak mogłam!

Tylko trzy zachody słońca, a ona pewnie czeka… Ona i jej kot…

...............................................................................................

10 komentarzy:

  1. Piękne, jakże poruszające Opowiadanie. Na temat. Na czasie. Ile jest takich domów, gdzie na kilka dni, liczonych w panice ilością zachodów słońca, pada jak tu - sakramentalne pytanie "co z tą Wigilią"? jakby w poczuciu niby obowiązku a z nadzieją, ze nas ktoś zwolni?...Dlaczego tak się dzieje, ze nie wszędzie Święta są naturalną potrzebą spotkania rodzinnego? ogrzania się ciepłem wzajemnej miłości? a - stały się jakimś przykrym obowiązkiem? Nie wiem. Gdzieś coś się po drodze zgubiło, może? Dziękuję Ci Haniu, za wywołanie tym opowiadaniem przedświątecznych refleksji...Życzę wszystkim dobrych decyzji - jak tegoroczne Święta spędzic.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Zobaczyłam" Twoje opowiadanie - wydaje mi się, że jest takie zamyślone, zadumane, ale nie jest smutne. A zdjęcie piękne i nastrojowe - a może nastrojowo piękne?
    Pozdrawiam- Ewa z Warmii

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniałe opowiadanie, choc przerażająco smutne...

    OdpowiedzUsuń
  4. W okresie przedświątecznym częsciej zauważamy ludzi samotnych,proszących o pomoc...Na stole wigilijnym ustawiamy jedno puste nakrycie... dla tych,którzy odeszli na drugą strone tęczy i z myślą o tych ,którzy byc moze, zapukają do naszych drzwi.Nie zapraszamy zaniedbanych bezdomnych...oni chodzą swoimi ścieżkami..Ale dookoła nas, żyje wielu samotnych znjomych ,zbyt dumnych ,aby przypomniec o swoim istnieniu.Pamiętajmy o nich.Myślę Aniu,że Twoje opowiadanie poruszy serce wielu,wielu ....
    Spokojnych Świąt i...niespodziewanego gościa w WIGILIJNĄ NOC.
    Danka

    OdpowiedzUsuń
  5. Taki był cel mojego opowiadania i może choć w części spełniło ono swoje zadanie?
    Jadę do "Lilki"... a niespodziewany gość? No cóż, w taką noc przecież cuda się zdarzają :)
    Merry Christmas i Happy Holiday Danusiu & Co !

    OdpowiedzUsuń
  6. Cakiem przypadkowo trafiłam na art."Pokonac samotnośc"(The Times;Rosemary Benett).Zaciekawił mnie jeden z komentarzy :"To,że spędzę swięta sam nie oznacza,ze jestem samotny.Dbam o innych i myślę o nich.Nie jest mi ani konieczna ich obecnośc,ani ich myśli o mnie.To problem postrzegania świata.Samotne są osoby,które patrzą co dostaną..wszyscy za mało...Ja rozdaję i zawsze podązam z myślami za darami..i jest mi z tym dobrze.Nawet bardzo"

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobry wieczór Anonimowa;
    myślę podobnie - dawanie prezentów jest oznaką pamięci o kimś i chęci sprawiania radości, bo dawanie przynosi satysfakcję, gdy obserwuje się czyjeś zadowolenie z tego faktu. Czasem myślę, że daję jeszcze zbyt mało, bo form ofiarowywania jest bardzo wiele... Oczywiście miło jest otrzymywać, ale wcale nie musi to być czas Bożego Narodzenia... i podobnie: sama w domu, wcale nie oznacza bycia samotną. Poczucie samotności - to kwestia spojrzenia na własną codzienność.
    Dziękuję za odwiedziny na moim blogu i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ..tak,tak właśnie to odebrałam.Radości przed Nowym Rokiem i..pełni szczęścia w 2013.Czekam na dalsze ,ciekawe opowieści..Moze o pierwszym balu..wyjątkowym Sylwestrze...
    Danka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś dla mnie nadzwyczajną osobą... postacią, która akceptuje i podnosi adrenalinę do dalszej pracy, inspiruje swoimi wypowiedziami...
      Za miniony rok i wszystkie wspaniałe chociaż korespondencyjne razem spędzone chwile bardzo Wam Obojgu dziękuję! Wiele serdeczności w ostatnich dniach roku w Kew Gardens :)

      Usuń
  9. Ten anonimowy z 24 grudnia to moja pokrewna dusza bo ja też uważam, że sama to wcale nie znaczy samotna. "Nie jest mi ani konieczna ich obecność, ani ich myśli o mnie". Dawanie daje mi radość i satysfakcję i nie ważne czyjeś zadowolenie z obdarowania. Po 21 grudnia 2012 świat się nie skończył ale skończył się mój blog więc zapraszam do nowego i przytulam serdecznie.
    http://kopianieba.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

DYSTRYBUCJA:

Moje książki można zamawiać mailowo pod adresem:
strzelec-anna@wp.pl

oraz: www.e-bookowo.pl - wersje ebooka i papierowe.

Łączna liczba wyświetleń

Popularne posty

Popularne posty

Popularne posty