Moje motto pozostaje niezmienne: ZADOWOLENIE Z SIEBIE SAMEGO JEST POŁOWĄ NASZEGO SZCZĘŚCIA...

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Jeszcze dwie wypowiedzi moich Czytelniczek... :)


EWA KLEJEWSKA - kochana i bardzo emocjonalnie przyjmująca moją twórczość Czytelniczka z Leszna, miasta, które często w młodości odwiedzałam, bo niedaleko mojego rodzinnego Rawicza leży.

Emotikon heart
1/ KTÓRA CZĘŚĆ NOWOJORSKO – PROWANSALSKIEJ SAGI PODOBAŁA CI SIĘ NAJBARDZIEJ?

Bez zbędnych wstępów powiem, że .. pierwsza!!! Tak, pierwsza część Sagi – „Wiza do NYC”.  Mimo, że niezwykle interesująco rozwijały się losy bohaterów w kolejnych trzech Opowieściach, rodziły się dzieci, podrastały, zakochiwały.. w międzyczasie ktoś umierał, ktoś zdradzał, a ktoś .. kochał namiętnie.. To wszystko zaczęło się w Wizie! Tam poznałam i pokochałam głównych Bohaterów Sagi… oraz Autorkę! Jej niebanalny styl pisarski, przeplatanie prozy z poezją, okraszanie treści osobistymi fotografiami.. dorzucanie celnych „złotych myśli” jako motto dla poszczególnych rozdziałów, serwowanie pysznego jedzonka w formie jakże plastycznych opisów wraz z Przepisami! itd.. Oraz.. pamiętam, jak urzekła mnie od samego początku Leonia… (cóż za piękne imię!) jej  odważna wyprawa za ocean, by rozliczyć się ze zranioną  Miłością..  Pobyt u oddanej Przyjaciółki, wspólne zwiedzanie NYC (kapitalne opisy zaułków tego Miasta, o jakich w Przewodnikach cicho) i w końcu rzecz najważniejsza – niespodziewane spotkanie nowej Miłości… Tak, to jest rzecz, która mnie poruszyła do głębi! Pięknie podana relacja dwojga „po przejściach”.. jej odkrywanie, wielka czułość, poezja, jaka temu towarzyszyła.. zdziwienie.. zachwycenie.. Nie ma w naszej literaturze zbyt często takich scen... Mówiąc krótko – pokochałam.. i pozazdrościłam Leni owego fantastycznego mężczyzny ... Jeremiego, „Morelowego”, Boże, gdzie są tacy?!
A dalej, w następnych częściach Sagi – tematy skupiły się na dzieciach, na wnukach tej pary… co jest nader interesujące, ale – jak dla mnie -  początek był najistotniejszy!


2/ JAKIE WYDARZENIA WZRUSZYŁY CIĘ  I ROZBAWIŁY?

Pytanie jest niezwykle trudne! Bo Saga aż ciężka jest od wzruszeń! I tych do łez.. i tych do śmiechu!! Jakże wybrać? Które wydarzenie?! Na pewno najwięcej wzruszeń dostarczyły  dziewczynki, córeczki Iwony… rozbrajały nas swoją dziecięcą szczerością, pomysłami i przygodami… Ale też różne miłosne zawirowania dostarczały wielu wzruszeń... pozytywnych i tych mniej… Muzyka – zawsze wielkie wzruszenia… Oraz historie rodzinne opowiadane przez Rachel…  i wiele innych.
Wg mnie,  ex aequo… trzy wydarzenia, gdzie płakałam… i śmiałam się na przemian:
1/  pierwsze sekundy po odzyskaniu przytomności przez Jeremiego.. po wypadku – gdy Leonia trzymała go za ręce … Pełnia szczęścia, że jest dobrze!! („Akwarele i lawendy”)
2/ gdy dziewczynki.. szczęśliwie wróciły do domu (za sprawą Stefii) .. po nieudanej wyprawie za ocean  do Tatusia .. do Polski! J („Okno z widokiem na Prowansję”)
3/  niezwykła Niespodzianka! Gdy ciężarna Marysia, smutna, że  nie może  już  samolotem do Rodziny  za ocean na Święta polecieć – spotyka ich wszystkich niespodziewanie u Babci Leonii w Antibes! Ach, co za radość, do łez!!! („Marysia wnuczka Leonii”)

 Ewa Klejewska - Leszno 

.....................................................


Jako ostatnią z kilkunastu, które napłynęły, wybrałam ocenę  Małgorzaty Niewiady z Wielkopolski.


Dla mnie - tajemnicza Małgosia, która mnie zaskakuje i zdumiewa ( radośnie zaskakuje!) Na początku naszej Fb znajomości - napisała: "poezja? Nie, to nie dla mnie..." Okazało się jednak inaczej...


Przesyłam moją mało profesjonalną recenzję. Ale pisałam od serca. Krakowska i powidła bezcenne :)

Która część sagi nowojorsko-prowansalskiej podobała mi sie najbardziej ? Wszystkie książki Anny Strzelec czytałam od początku do końca , jedynie z przerwami na kawę. Jednak jeśli mam wybrać, to Wiza do Nowego Jorku jest moją ulubioną częścią sagi.
Wcześniej, przez długi czas raczej nie czytałam książek, które nazywam" książkami o miłości". Pamiętam, że z lekkim niepokojem otwierałam pierwszą książkę " Tylko nie życz mi spełnienia marzeń" i zastanawiałam się czy przebrnę do końca. A może to harlequin? I co się stało? Wciągnęło mnie. Przeżyłam miłe zaskoczenie. Dlatego biorąc do ręki kolejne powieści Anny Strzelec wiedziałam, że otrzymam dużą dawkę emocji. I nie pomyliłam się.
" Wizę do Nowego Jorku" przeczytałam bez żadnych przerw. Od deski do deski. Oczywiście olbrzymie emocje wzbudził we mnie jeden z mniej fajnych bohaterów -Wiktor. Elementy czarnego humoru w scenie rozstania są doskonałe ( krakowska i powidła). A potem pojawił sie Morelowy- Jeremi. Pamiętam, że w miarę poznawania Morelowego zastanawiałam się czy taki mężczyzna może istnieć. Taki wręcz doskonały. Chwilami aż denerwujący tą swoją doskonałością. Oczywiście ocena Morelowego jest moją subiektywną oceną. No i Steffi. To było zaskoczenie. Element realizmu magicznego. Brak jednoznaczności czy to rzeczywiście się zdarzyło, pogranicze snu i jawy. Bardzo lubię gdy w książce pojawia sie odrobina spirytyzmu( duchy, duchy, jak ja lubię duchy, w dodatku tutaj duch opiekuńczy a nie straszydło).  
Z dużą radością przeczytałam również kolejne części sagi. Polecam wszystkim książki Anny Strzelec.


***

I nic autora bardziej nie cieszy, jak właśnie takie zdania otrzymane od Czytelników, prawda?

Wymienione osoby otrzymują ode mnie nagrody książkowe oraz niespodzianki. Mam nadzieję, że Im się spodobają :)

Anna Strzelec
..........................


Emotikon smile 





1 komentarz:

  1. Moja Kochana ! Przeczytałam wypowiedzi, bardzo ładne, budujące autorkę i zachęcające do dalszego pisania, gratuluję sukcesu. Na pewno czujesz się usatysfakcjonowana i jesteś szczęśliwa. Pozdrawiam serdecznie! Mary

    OdpowiedzUsuń

DYSTRYBUCJA:

Moje książki można zamawiać mailowo pod adresem:
strzelec-anna@wp.pl

oraz: www.e-bookowo.pl - wersje ebooka i papierowe.

Łączna liczba wyświetleń

Popularne posty

Popularne posty

Popularne posty